2018/07/09

skazana na odrzucenie


Istnieje multum poradników dla osób, które muszą sobie poradzić z rozstaniem. Jak nie rozsypać się na milion kawałków, jak je pozbierać i zebrać w jedno, jak się nie dobić i w końcu jak wyjść na prostą i zapełnić tą dziurę czy pustkę, która została po ukochanej osobie. To jest okej w sensie nawet jak każdy przeżywa to na inny sposób, to jednak ma tą świadomość że jest ktoś kto miał tak samo i to po jakimś czasie przechodzi.

Nie byłam nigdy w żadnym związku. Nie wiem, jak to działa. Nie wiem ile i jak długo leczą się rany, nie wiem jak zapełnić pustkę po kimś, kto był a już go nie ma.

Mimo to zostałam wielokrotnie „rzucona”. Zignorowana. Odstawiona na boczny tor bo najwidoczniej się już znudziłam. Przejadłam. Dlaczego o tym nikt nie mówi. O znudzeniu materiału. O braku odwagi by to jakoś załatwić. O wiecznym wpatrywaniu się w ekran telefonu bo jednak może napisze. W głowie mi się nie mieściło, że można tak urywać kontakty. Z dnia na dzień. Między jednym a drugim całusem czy rękami błądzącymi po nowych terenach. Między „fajnie jest”, a „to do zobaczenia”.

Do wiecznego niezobaczenia.

Nawet upadłam tak nisko, że dwa razy prosiłam. Pytałam. Łasiłam o czas. Uwagę, której mi brakowało. Nie chciałam być pępkiem świata. Nie chciałam zawracać w głowie. Chciałam tych oczu na żywo i tego uśmiechu.

Później dostałam „odczytana: 17:58”.

I nic więcej.

Witajcie w erze mediów społecznościowych i znajomości, które zrywa się tak łatwo.